rozmiar czcionki A A A
czytano 272 razy

Koń to pieniądz

Ile wart jest koń? Teoretycznie tyle, ile ktoś chce za niego zapłacić. W praktyce sprawa nie jest taka prosta. Zarówno sprzedający jak kupujący dla uzgodnienia ceny powinni mieć wiedzę na temat podobnych transakcji na rynku. Taką właśnie informacyjną rolę odgrywa na świecie system aukcyjny. W Polsce jednak, poza aukcją w Janowie Podlaskim, która cieszy się blisko czterdziestoletnią tradycją, rynek aukcyjny właściwie nie istnieje. Kupujący i sprzedający muszą zatem opierać się na mocno niepewnych informacjach przekazywanych „pocztą pantoflową".

Namiastką aukcji są popularne ogłoszenia o sprzedaży koni prowadzone przez większość branżowych czasopism. Ogłoszenia te dotyczą najczęściej tanich koni rekreacyjnych, lub takich, których ktoś chce się pozbyć. W każdym razie są to oferty właścicieli, a odpowiedź rynku pozostaje niewiadoma. Ceny płacone za konie rekreacyjne wahają się od kilku do kilkunastu tysięcy złotych i nie tyle są kształtowane bezpośrednio przez rynek, ile wynikają ze sprytu jednej lub drugiej strony, czasami braku wiedzy kupującego, niekiedy konieczności sprzedaży ze strony właściciela. Dla ostatecznego użytkownika zakup konia rekreacyjnego jest inwestycją w przyjemność własną lub dziecka, więc można przyjąć, że zapłacona przez niego cena jest aktualną wartością rynkową. Wartość ta z wiekiem konia może tylko maleć, choć w pojedynczych przypadkach może oczywiście być inaczej.

Zakup konia do wyczynu sportowego lub wyścigowego związany jest najczęściej z bardzo poważną inwestycją finansową. Kryteria wyboru są znacznie bardziej urozmaicone, a płacona cena odzwierciedla oczekiwania stron, co do dalszej kariery konia, najczęściej pod nowym jeźdźcem. Dotychczasowe wyniki sportowe konia stanowią podstawę wyjściową do ustalenia jego ceny, jednakże kupujący interesuje się również karierą rodziców i rodzeństwa kupowanego konia. Kropkę nad „i" stawia zazwyczaj zaufany lekarz weterynarii. Jego werdykt może przekreślić całą transakcję, może również zmienić jej wartość. Przy cenach kilkudziesięciu, kilkuset tysięcy, a nawet przekraczających milion Euro nikt nie może sobie pozwolić na kupowanie „kota w worku". Dokładne przedsprzedażne badanie weterynaryjne może wymagać niekiedy nawet 30 zdjęć rtg, zawsze zaś wymaga od lekarza najwyższego profesjonalizmu.

Konie wyczynowe, również poza Polską, rzadko kiedy pojawiają się na aukcjach, a o płaconych cenach krążą legendy. Ktoś kupił konia za kilkanaście tysięcy i sprzedał go po dwóch latach za milion Euro, ktoś inny kupił dziecku pony za trzysta tysięcy zł. Opowieści takich będzie przybywać, gdyż sport jeździecki w Polsce zdobywa trwałą popularność i coraz więcej koni wyczynowych importowanych jest z zagranicy. Z obcymi końmi wiązana jest przyszłość polskiego jeździectwa, nadzieja na dogonienie Zachodu, więc polscy właściciel zmuszeni są płacić i płacą światowe ceny. Szkoda, że polska hodowla, poza hodowlą czystej krwi arabskiej, w rynku światowym nie uczestniczy.

O wartości koni najlepiej można się przekonać na londyńskim rynku ubezpieczeń Lloyda. Od czasu, gdy w 1688 r. Edward Lloyd założył swoją słynną kawiarnię „Lloyd's" przy Tower Street, w której kupcy nawzajem ubezpieczali swoje statki i towary, w ubezpieczeniach zmieniło się wszystko. Jedno tylko jest niezmienne, zaufanie i pewność z jaką przyjmowane są polisy opatrzone tym adresem. Współczesny Lloyd's, to giełda ubezpieczeń, na której współpracuje i konkuruje ze sobą 66 potężnych syndykatów, grup kapitałowych, które oferują wszystkie rodzaje ubezpieczeń, jakie można sobie wyobrazić. Tradycyjnie wiązane z Lloydem ubezpieczenia morskie stanowiły w 2006 r. zaledwie 7% rynku. Największy udział miała reasekuracja - 35%, ubezpieczenia od nieszczęśliwych wypadków - 22% i ubezpieczenia majątkowe - 22%, do których również zalicza się ubezpieczenia koni.

Rosnąca na świecie wartość koni, wysokie ceny na aukcjach oraz ryzyko utraty tej wartości w wyniku różnych nieprzewidzianych zdarzeń stworzyły popyt na ubezpieczenia ze strony właścicieli, którzy chcieli aby ich inwestycja „w konie" podlegała podobnej ochronie ubezpieczeniowej jak samochód, dom, czy inne cenne elementy majątku. Na popyt ten już ponad 20 lat temu odpowiedziały angielskie towarzystwa ubezpieczeniowe. Obecnie rynek Lloyda jest centrum, w którym spotykają się ubezpieczyciele, brokerzy i agenci ubezpieczeniowi, a przeprowadzane tam transakcje dają ciekawy obraz światowego rynku koni. Mogłem się o tym przekonać naocznie w marcu br, uczestnicząc na zaproszenie Catlin Insurance Company UK w sesji rynku ubezpieczeń w siedzibie Lloyda, w centrum londyńskiego City.

Grupa kapitałowa Catlin jest największym syndykatem Lloyda, z kapitałem przekraczającym 1 miliard funtów szterlingów. Składa się z czterech firm obejmujących swym działaniem cały świat. W listopadzie 2007 r. Catlin Insurance Company UK zaczęła oferować swoje ubezpieczenia w Polsce, ustanawiając jako swego wyłącznego agenta firmę MGZ Gama.

Ultranowoczesny, szklany budynek Lloyda, zaprojektowany przez Lorda Richarda Rogers'a otwarty został uroczyście w maju 1986 r. przez Królową Elżbietę. Jest nieco przerażający, gdyż wszystkie instalacje techniczne i windy znajdują się na zewnątrz, co sprawia wrażenie jakiegoś obiektu przemysłowego, a nie biurowca. Środkowe atrium wysokości 60 m przykryte szklanym dachem zapewnia dostęp do 6 galerii, w których na przestrzeni 19.000 m kw. przeprowadzane są transakcje ubezpieczeniowe. Galerie to wielkie otwarte hale, podzielone na stanowiska pracy, zajmowane przez tzw. „underwriters" czyli ubezpieczycieli, którzy jednoosobowo podejmują wszystkie decyzje. Catlin zajmuje ponad 100 boksów, ale tylko trzy z nich obsługują ubezpieczenia koni. Pomiędzy stanowiskami krążą agenci reprezentujący różne mniejsze towarzystwa ubezpieczeniowe oraz brokerzy negocjujący transakcje bezpośrednio dla swoich klientów. Transakcje napływają też do ubezpieczycieli poprzez łączność telefoniczną i internetową od agentów i brokerów rozsianych po całym świecie.

Moimi przewodnikami są trzy osoby z firmy Catlin: kierownik zespołu ubezpieczycieli koni - Niall McKibbin, wyspecjalizowany w ogromnym rynku wyścigowym, oraz dwie sympatyczne dziewczyny, Sarah Scott i Georgina Smart. Ta ostatnia jest bezpośrednio odpowiedzialna za ubezpieczenia z Polski. Przysłuchuję się rozmowom telefonicznym i uczestniczę w rozmowach z agentami i brokerami. Zasadą jest zaufanie do klienta. Przy ubezpieczaniu tańszych koni nie wymagane są świadectwa weterynaryjne, a jedynie wniosek i deklaracja zdrowia konia podpisana przez właściciela. Bezsporne szkody płacone są natychmiast po zgromadzeniu dokumentów. - Od tego zależy nasz biznes - mówi Niall. Wiarygodność jest podstawą ubezpieczeń, a decyzję podejmuje ta osoba, która prowadzi transakcję.

Ubezpieczane są konie różnej wartości: od kilkunastu tysięcy Euro, w przypadku grupy koni wyścigowych zgłaszanych przez agenta z Włoch, do 3 milionów Euro za znanego i utytułowanego ogiera arabskiego, należącego do jednego z bywających w Polsce szejków. Trafiła się nawet krowa, championka amerykańskich wystaw, która została ubezpieczona na 400 tys. dolarów. W ciągu jednego dnia ubezpieczono kilkadziesiąt koni o wartości ponad 6 milionów euro. Wpłynął również wniosek o ubezpieczenie trzech koni z olimpijskiej ekipy Rosji przygotowywanych do startu w Pekinie. Zostaną ubezpieczone, ale Georgina zwróciła się do agenta o uzupełnienie informacji na temat wartości oraz stanu zdrowia koni.

Obecnie w Anglii ubezpieczonych jest większość drogich koni - mówi Georgina. Najczęściej cenę zakupu przyjmuje się jako wartość, więc z uwagą śledzimy wyniki wszystkich aukcji. Ryzyko zazwyczaj przechodzi na kupującego w momencie uderzenia młotka, więc ubezpieczyciele oferują klientom aukcji specjalny rodzaj ubezpieczenia, tzw. „fall of the hammer", które biegnie od momentu zakupu i opiewa na wylicytowaną cenę. Koszt ubezpieczenia stanowi niemały wydatek, który w Anglii traktuje się jak koszt utrzymania. Przy dużych wartościach Catlin oferuje ubezpieczenia na raty. Spory rynek to ubezpieczenia źrebiąt, których wartość określa się jako dwu lub trzykrotny koszt stanówki.

Ubezpieczenia na życie, czyli tzw. „full mortality" a więc ubezpieczenia od wszystkich ryzyk śmierci i eutanazji są podstawą, stopniowo rozbudowywaną poprzez kolejne rozszerzenia, np.: koszty operacji ratujących życie, kradzież, koszty leczenia, ryzyko utraty wartości użytkowej, ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej właściciela, ryzyko wypadkowe jeźdźców i luzaków z rozszerzeniem o koszty leczenia dentystycznego, a nawet ubezpieczenie sprzętu jeździeckiego i przyczep do przewozu koni. Pakiety ubezpieczeniowe są chętnie kupowane, gdyż przy niewielkim stosukowo wzroście ceny uwalniają właściciela konia od większości finansowych konsekwencji, które mogą się w związku z faktem własności pojawiać.

Polisa dobrego towarzystwa ubezpieczeniowego może również służyć jako potwierdzenie wartości konia w transakcjach zakupu/sprzedaży, operacjach i gwarancjach bankowych, niekiedy jest wymagana przy zgłoszeniach konia do aukcji, pokazów, zawodów czy wyścigów.
Można śmiało powiedzieć, że rynek nakręca ubezpieczenia, a ubezpieczenia rozwijają rynek
- konkluduje Georgina.

Dla firm tak potężnych jak Catlin ubezpieczenia koni są tylko niewielkim fragmentem działalności, na tyle jednak prestiżowym, że przed wejściem do siedziby Catlin Insurance Company UK w London City ustawiono dwa wielkie, odlane w brązie posągi koni.

Marek Grzybowski

Zakaz kopiowania, rozpowszechniania części lub całości bez zgody redakcji KONIE.WORTALE.NET.


Dodaj swój komentarz

Hodowla w dzisiejszych czasach


Wszelkie prawa zastrzeżone © YES24.PL - Produkcja, pozycjonowanie stron internetowych | System CMS | Wortale tematyczne | mapa witryny | login
MECENAT: kotłownie na słomę, kotły na słomę, na zrębki, na biomasę, miskantus komputery, notebooki, serwis, tworzenie stron www internetowych, Elbląg, telewizja n, iplus Jesteś zainteresowany objęciem mecenatu nad Specjalistyczne wortale tematyczne WWW.WORTALE.NET? Skontaktuj się z nami.